Kontrowersyjne przemyślenia. Peak Oil i Housing Bubble. Filozofia, społeczeństwo, ekonomia. Polska vs USA. BLOG PRZENIESIONY NA SLOMSKI.US
RSS
czwartek, 29 stycznia 2009
Kilka tygodni temu opublikowałem sondaż następującej treści :
Darek i Marek dostali po dwie kanapki i zjedli od razu po jednej. Darek druga wyrzucił a Marek schował na później. Po kilku godzinach znowu są głodni.
Czy Marek powinien podzielić się swoja ?

Otrzymałem 82 % odpowiedzi na nie i 18 % na tak.

Hazard moralny polega na nagradzaniu lub skłanianiu do złego postępowania. Każdego dnia mamy do czynienia z niezliczoną ilością dylematów podobnych do przypadku Darka i Marka. Szczególnie aktywny w dostarczaniu nam tego typu dylematów jest rząd USA, choć inne rządy robią co mogą, by dotrzymać kroku.

Wersja bankowa polega na upublicznieniu strat. Banki wydały zyski osiągane w poprzednich latach w formie dywidend, w momencie pojawienia się strat zwracają się o pieniądze publiczne. Otrzymując je są nagradzane za złe zachowanie, coś jak złodziej nagrodzony jest za kradzież.  

Ratowani są również posiadacze domów, którzy w ogóle nigdy nie powinni ich kupować bo są za biedni żeby je posiadać. Nadmierna rozrzutność, życie ponad stan, nieoszczędzanie powinny zostać ukarane. W zamian rząd zabiera pieniądze podatnikom rozsądnym, żyjącym w granicach swoich dochodów. Dodatkową grandą jest niszczenie dolara, co premiuje tych którzy nadmiernie wydają i karze tych, którzy posiadają oszczędności. W imię walki z kryzysem ratuje się ludzi chciwych, głupich i nieodpowiedzialnych kosztem pracowitych, oszczędnych i skromnych.

Do historii przeszedł cytat Jerzego Urbana 'rząd się wyżywi'. Wtedy oczywiste było dla wszystkich, że żaden rząd się nie może sam się wyżywić. Rządy maja to do siebie, że zajmują się redystrybucją, zabierają pieniądze podatników by je wydać, przy okazji zostawiając sobie jakiś procent. Obecnie chyba nikt już tego nie pamięta. Panuje powszechne przekonanie, że rząd może coś komuś 'dać'.

Straszne jest to, że zbrodnicze w swojej naturze bailouty odbierane są przez publikę jako niezbędne działania ratunkowe. Oprócz rujnowania swojej waluty i prowadzenia kraju do bankructwa, amerykański rząd uczy ludzi 'róbcie każdy rodzaj głupoty, a my was potem z tego wyciągniemy za cudze pieniądze'.   
wtorek, 27 stycznia 2009
Nawiązując do wcześniejszych wpisów - pojawiły się polskie znaki, żeby się lepiej czytało.

Druga sprawa. Widzę, ze krytycyzm Watykanu odbierany jest okropnie źle. Nikt Was drodzy czytelnicy nie zmusza do odwiedzania tego bloga. Macie, moi drodzy, niezwykle wyprane mózgi przez księży dobrodziei. Prawda jest taka, że papież = szatan. Ksiądz to zło w czystej postaci. Precz z klerykalizmem i papiestwem !

Wracajac do zasadniczego wpisu. Udało mi się dotrzeć do informacji o nowym banknocie, który ma być wprowadzany do obrotu w USA. Nowość, którą już niedługo będzie można kupić w każdym polskim kantorze. Każdy zakup takiego będzie stanowił oprocentowaną pożyczkę dla rządu USA. Oprocentowanie wynosić będzie co najmniej -10 %, tyle traci się rocznie na inflacji trzymając oszczędności w dolarach.



Ale to wszystko tylko plotki. Może taki banknot nigdy nie będzie wyemitowany ...
Wyborcza:
Watykańscy hierarchowie oskarżają prezydenta USA o "zamach na życie niewinnych". - Zmierzamy w stronę ogromnego rozczarowania prezydentem USA - ostrzega abp Rino Fisichella, szef Papieskiej Akademii Życia.

Doxa:
Acha, czyli nie tylko Hamas jest rozczarowany Obama. Wygląda, że Hamas i Watykan coś łączy.

Wyborcza:
- Obama mógł w pierwszych dniach prezydentury zrobić tyle dobrych rzeczy, a zrobił najgorszą (zezwolił na badania nad komórkami macierzystymi - przyp. Doxa) - komentował w sobotę watykański ekspert od bioetyki abp Elio Sgreccio, a szef Papieskiej Akademii Życia abp Rino Fisichella w wywiadzie dla "Corriere della Sera" ostrzegł Biały Dom przed ideologiczną konfrontacją.

Doxa:
Ciekawe, co mógłby zrobić takiego dobrego... Wprowadzić ustawowy zakaz aborcji na wzór irlandzko-polski ? Zacząć walczyć z kryzysem poprzez budowę kościołów katolickich w ramach prac publicznych ? Ogłosić katolicyzm religia państwową ? Intronizować Chrystusa na króla USA, na wzór Wyszyńskiego i paru oszołomionych posłów ?

Mieszkańcom Polski oraz Watykanu chciałem przypomnieć - w USA powszechne jest przyzwolenie zarówno dla badań nad komórkami macierzystymi jak i nad aborcja. Była na ten temat dyskusja publiczna i oprócz garstki ekstremistów większość jest za.

Katolicy w USA stanowią niewielką część społeczeństwa, o czym zapomina Watykan. Polacy też myślą o USA jako o kraju katolickim, tkwi to w ich podświadomości, w USA obchodzi się przecież święta Bożego Narodzenia, stoją choinki itp. Ale to kraj PROTESTANCKI. To co Watykan powiedział nawet nie pojawi się w mediach, chyba że ktoś czyta źródła polskie lub watykańskie.

Katolicyzm jest w USA przedmiotem drwin na skalę, o której Polacy nawet nie zdają sobie sprawy. W Simpsonach w jednym z dialogów Marge wspomina, że nie zmieni wiary na katolicyzm, bo maja już trójkę dzieci i więcej nie mogą mieć (sugeruje, że katolicy nie stosują antykoncepcji). Jednym z bardziej popularnych przebrań na Halloween są katolickie sutanny i habity. Widziałem też sutanny z przyczepionymi lalkami dzieci na wysokości krocza, sugerujące pedofilie wśród księży.

Regularnie przy okazji wizyt różnych papieży organizowane są demonstracje przeciwników Watykanu. Zdarza się widzieć różne plakaty, na przykład takie:



Tak się lud przygotowuje na przybycie papieża:


A tak go wita w NYC:



O katolicyzmie jako o cywilizacji śmierci pisałem już jakiś czas temu tu http://doxa.blox.pl/2008/10/Cywilizacja-smierci.html
poniedziałek, 26 stycznia 2009
Nie wiem jak w Polsce, ale w USA zaczynają ludziom puszczać nerwy.

Ponizsze wideo z pewnością pomoże w uzupełnieniu amerykańskiego słownictwa.


Coraz częściej w informacjach ekonomicznych pojawia się temat cen metali szlachetnych. Jest to coś nowego w swiecie mainstream media. W czasie gdy złoto drożało z 250 $ do 900 $ za uncję, większość 'analityków' wypowiadało krytyczne opinie, jakim to złoto jest złym sposobem inwestowania. Były to wypowiedzi zgodne zarówno z rządami emitującymi papier i nienawidzących dyscypliny złota, jak i zgodne z zaleceniami szefów tych 'analityków', jako że na złocie nie zarabiali, a na handlu funduszami i akcjami owszem.

Jak wiadomo, srebro i złoto są naturalnymi przystaniami, umożliwiającymi przeczekanie kryzysów. Szczególnie ważne jest to w kryzysie systemu monetarnego opartego na pustym, papierowym pieniądzu. O zaletach złota nad dolarami pisałem już dziesiątki razy, nie ma sensu się powtarzać. Porozmawiajmy dziś o czymś innym, o tym skąd się bierze cena złota.

Metale handlowane są na gieldach towarowych, takich jak Comex. Teoretycznie ich cena powstaje na skutek różnicy w podaży i popytu danego metalu. Złota jest oferowana określona ilość, popyt jest zgłoszony w pewnej ilości i rolą maklerów jest połączyć obie strony transakcji, identycznie jak w przypadku giełdy papierów wartościowych.

Rożnica między tymi dwoma rodzajami gield jest taka, że akcji nikt nie odbiera osobiście. Z jednego rachunku maklerskiego przepływają na inny. W przypadku giełdy towarowej kupujący ma dwie możliwości - albo będzie posiadał zakupiony towar w magazynie, albo zażyczy sobie dostawy pod swój adres. Przez dziesiątki lat handel metalami oparty był na handlu papierowymi certyfikatami - sprzedający dokonywał transakcji i dostawał informację, że ilość posiadanych uncji złota zmieniła się z xxx na yyy.

Obecny kryzys podważył zaufanie do całego systemu. Dlatego właśnie wyszedł na jaw przekręt Madoffa. Przez lata Madoff regularnie wysyłał klientom informacje, że stan konta urósł z xxx do yyy. Pewnego dnia jeden z większych klientów zażądał wypłaty swojego depozytu i okazało się, że Madoff pieniędzy nie ma.

Podobnie sprawa zaczyna wyglądać z Comexem. Do tej pory ogromna większość klientów była zadowolona miesięcznym wydrukiem konta z aktualną ilością złota. Teraz jednak coraz wiecej z nich zaczęło informować Comex, że życzą sobie dostawy metalu. Oprocz braku zaufania do instytucji znaczenie miały pustki na rynku detalicznym. Wystarczy kupić 1000 uncjową sztabe i zrobić z niej 1000 uncjowych kawałków i sprzedać detalicznie, żeby osiągnać przyzwoity zysk. Sprawę pogorszyło również upowszechnienie się EFTów, czyli niezależnych od Comexu instytucji które skupują złoto i trzymają je w swoim własnym skarbcu, żeby następnie sprzedać certyfikaty na giełdach. Obecnie EFTy są 5 posiadaczem złota na świecie, co musi dawać pewien obraz, ile zdjeli z rynku złota przez jego fizyczny odbiór. ETFy sa nadzorowane znacznie lepiej niż Comex czy banki, jest im znacznie trudniej sprzedawać złoto, którego fizycznie nie maja w skarbcu.

Prawdopodobne jest, że Comex nie ma wystarczającej ilości złota fizycznego, by pokryć wszystkie swoje zobowiązania. Przez lata papierowego handlu metalami doszło do sytuacji gdy część handlowanych metali jest wirtualna. Na przykład kopalnia złota oferowała do sprzedaży metal, który miała dopiero zamiar wydobyć (tzw. hedging). Wielkie banki stosowały nagą krótką sprzedaż - sprzedawały metal ktorego nigdy nie miały, z nadzieją na jego odkupienie w przyszłości po niższych cenach. Banki sprzedawały też swoim klientom 'srebrne certyfikaty' na srebro którym nigdy nie dysponowały, JP Morgan był na tyle bezczelny, że obciążał tych 'posiadaczy srebra' kosztami jego przechowywania ! W odpowiedzi na pozew sądowy z żądaniem zwrotu pobranych opłat JP Morgan oświadczył że to jest 'zwyczajna praktyka' w tej branży !

Któregoś dnia może okazać się, że zamówionych do dostawy metali po prostu nie ma. Ceny metali wystrzelą w ciagu godziny kilkakrotnie wyżej. To będzie zupełnie nowa odsłona tego kryzysu.  
sobota, 24 stycznia 2009
Pap pisze:
- Obama gwarantuje, że nie nastąpi żadna zmiana. Stara się podążać tą samą ścieżką, co poprzedni prezydenci USA - powiedział na antenie arabskiej telewizji Al-Dżazira Osama Hamdan, rzecznik Hamasu w Libanie.

Tlumaczenie Doxy:
Oczywiscie, ze sie nie rozni. Jest Amerykaninem. Wszystkich Amerykanow i innowiercow trzeba zabic.

Pap:
- Wygląda na to, że Obama powtórzy te same błędy, które popełnił George W. Bush - kontynuował przedstawiciel Hamasu.

Doxa:
Bledy polegaly na niezrzuceniu bomby atomowej na Izrael i na nieprzyjeciu jedynej prawdziwej wiary.

Pap:
Aby Hamas mógł stać się wiarygodnym partnerem w procesie pokojowym, musi spełnić szereg warunków, m.in. uznać prawo Izraela do istnienia, wyrzec się przemocy i przestrzegać dotychczasowych umów - zaznaczył Obama. Opowiedział się również za ustanowieniem wiarygodnego mechanizmu, który gwarantowałby, że przerwany zostanie przemyt broni do Strefy Gazy.

Doxa:
Hamas chce zabic wszystkich innowiercow, w szczegolnosci Izraelczykow, potem Amerykanow, a potem reszte, no chyba ze przyjma jedyna prawdziwa wiare. Hamas nigdy nie uzna prawa Izraela do istnienia, to tak jakby papiez zaczal uznal wyzszosc diabla nad JHWH. Hamas nie wyrzeknie sie przemocy, bo ma dluga liste ludzi do wymordowania. Szczegolnie palaca jest potrzeba zabiacia wszystkich Izraelczykow i Amerykanow. Hamas nie bedzie przestrzegal zadnych norm, tak jak papiez nie podpisze cyrografu z diablem. Przemyt broni nie zostanie przerwany, poniewaz bron jest Hamasowi potrzebna do zabijania niewiernych.

Ciekawostki Doxy z cyklu 'czy wiesz ze':
- Czy wiesz, ze czesc Polakow popiera Hamas i potepia Izrael, mimo ze Hamas dazy do wymordowania wszystkich niewiernych, czyli takze Polakow ?
- Czy wiesz, ze w czasie wojny czesc Polakow popierala dzialania Hitlera na rzecz wymordowania Zydow, mimo ze Polacy byli nastepni na liscie i mieli zostac calkowice wymordowani do roku 1975 ?
- Czy wiesz, ze nadal czesc Polakow uznaje wprowadzenie stanu wojennego za konieczne i zauwaza pozytywne strony 45-letniej sowieckiej okupacji Polski ?

Rozwiazanie problemu wedlug Doxy:
Najlatwiej byloby, gdyby Izraelczycy porzucili swoje jakies tam zabobony i zaczeli wyznawac prawdziwa wiare w jedynego boga, ktorego Mahomet byl prorokiem. Jezeli jednak to nie jest opcja, to trzeba przestac kupowac rope od Arabow. Kazde tankowanie banzynki w USA to zakup kolejnego naboju dla Hamasu. Jezeli to nie pomoze, to trzeba wszystkich czlonkow Hamasu pozabijac.
piątek, 23 stycznia 2009
Brytyjski funt jest najslabszy wzgledem dolara od 15 lat. Z 2.1 dolarow za funta do 1.3 ... byc moze niedlugo bedzie 1 do 1 ... Zalamanie brytyjskiej waluty tak wyglada na obrazku.



Funt jest jedna z wielu walut powalonych na kolana przy okazji tego kryzysu. Wczesniej byla korona islandzka, (zrywna) hrywna, (w)rubel, forint, no i zlotowka, ktora stracila 50 % wobec dolara. Mozna odniesc wrazenie, ze kraje emitujace te banknoty to skonczeni bankruci, a Ameryka emitujaca dolara to najsilniejsza i najzdrowsza ekonomia swiata.

Zeby wytlumaczyc zjawisko gwaltownych zmian kursow walut, wyobrazmy sobie stol przy ktorym siedzi grupa przedszkolakow. Kazdy z tych przedszkolakow ma swoje wlasne pieniazki, ktore wczesniej namalowal kredkami. Przyjmijmy takze, ze dzieci maja swoje kieszonkowe, ktore nigdy nie wystarcza na biezace potrzeby, bo pokusa zakupu lizaka jest zbyt silna. Dzieciaki sa zadluzone wobec sklepiku szkolnego na rownowartosc rocznego kieszonkowego, czyli naprawde sa splukane. Wszystko czym dziecieki dysponuja, to pienizaki przez siebie namalowane.

Teraz wyobrazmy sobie ze stol przy ktorym wymieniaja sie swoimi pieniazkami reprezentuje rynek walutowy (Forex). Adas maluje koronki islandzkie a Stas dolarki amerykanskie. Kurs wymiany miedzy pieniazkami namalowanymi przez Stasia i Adasie jest kwestia kompletnie umowna i zalazaca od nastroju danej chwili. Stasiu krzyczy w pewnej chwili 'Adas jest guupi' albo 'pieniazki Adasia sa nic nie warte' i nikt juz nie chce przyjac pieniazkow Adasia, nawet w ilosci 100 koronek za 1 dolarka. Pieniazki sa calkowicie umowne, sa zrobione z papieru i farby, dlatego kursy wymiany sa calkowicie arbitralne i zalezne od nastroju chwili.

Jedyne czym dzieci dysponuja w tej smiesznej zabawie, to mozliwosc emitowania wlasnych pieniazkow. To jednak nie wystarcza, gdy przychodzi pani sklepikarka i prosi o uregulowanie naleznosci w sklepiku. Adas mowi 'moge pani dac tyle koron islandzkich ile tylko uda mi sie namalowac zanim papieru zabraknie', ale pani sklepikarka tylko sie smieje... Dzis pani sklepikarka przyjmuje tylko dolarki wydrukowane przez Stasia, ktore sa szanowane w calym przedszkolu, mimo ze wszyscy spodziewaja sie duzej ilosci nowych dolarkow - Stasiu wszystkim opowiada ze namaluje ich 700 miliardow zeby pobudzic sprzedaz w sklepiku, zeby wszyscy mieli wiecej lizakow i zeby wszyscy lubili Stasia.

Tradycyjnie pieniadze doroslych ludzi oparte sa na zlocie. Zloto tym sie rozni od kolorowych papierkow, ze nie sa sie go namalowac. W przypadku prawdziwych pieniedzy wzajemny kurs wymiany jest staly przez dziesiatki lat. Czasem jednak moze sie okazac, ze ktorys z doroslych chce sie zabawic w przedszkolaka i zaczyna malowac kredkami swoje wlasne pieniazki. Wtedy sytuacja robi sie taka sama jak w przedszkolu...
czwartek, 22 stycznia 2009
Prowadzenie kazdego biznesu ma czasem cos z gornictwa. Pojawiaja sie nisze rynkowe lub nowe potrzeby rynkowe, ktore z czasem zanikaja. Powstaja firmy, eksploatuja dana nisze tak dlugo jak sie da, potem przenosza sie na cos innego, bankrutuja albo otrzymuja bailout od rzadu ;) Podstawowym bledem kadry zarzadzajacej jest zapominanie, ze kazdy produkt i kazda nisza rynkowa ma 4 fazy rozwoju. Zarzad zawsze optymistycznie zaklada, ze 3 faza (na ktorej sie najlepiej zarabia) bedzie trwac w nieskonczonosc.

Kapitalnym przykladem jest spolka Agora, wlasciciel Wyborczej i calej masy roznych spolek, miedzy innymi tego serwisu. O Agorze warto porozmawiac, jako ze kilka dni temu otrzymalem list od p. Agnieszki Borejko. W liscie tym mozna miedzy innymi przeczytac, ze '(...) Leszek Olszański - redaktor odpowiedzialny za sekcję finansową - jest pod wrażeniem wysokiego poziomu treści, którą zamieszczają Państwo na swojej witrynie. (...) Chcielibyśmy umieścić u nas lead oraz tytuł z Państwa bloga, które będą linkować do oryginalnego artykułu. Oczywiście wraz z podaniem źródła.W zamian chcielibyśmy rozszerzyć naszą współpracę z Państwa stroną  poprzez umieszczenie specjalnego widżetu (niewielki prostokąt umieszczany na stronie podobnie jak filmiki YouTube), który pokazywałby najnowsze informacje gospodarcze z naszego portalu. '

A oto moja odpowiedz : 'Po milym wstepie przyszlo rozczarowanie. Myslalem ze chce Pani wyrzucic kogos z zespolu piszacego o gospodarce, poniewaz nie przewidzieli oni kryzysu gospodarczego i zaoferowac mi ta praca, poniewaz ja go przewidzialem na moim blogu. Jestem przekonany, ze bylby to dobry krok, poniewaz dzial Gospodarka pelen jest powielanych informacji; Panstwa pracownicy zwyczajnie nie rozumieja tego, co sie dzieje. Oprocz przyczynkarstwa sa tez zwykle klamstwa, rozpowszechniane przez 'czerwone krawaty', z nadzieje na sprzedaz swoich produktow inwestycyjnych. Niestety, motyw Pani listu jest zupelnie inny. Szuka Pani po prostu darmowego 'contentu' i dodatkowo chce Pani  zamiescic swoja reklame na moim serwisie. Musze przyznac, ze jest to genialna strategia. Po co w ogole utrzymywac jakakolwiek redakcje, skoro mozna powrzucac wiadomosci z PAP i dodac do nich tresci stworzone przez blogerow ? Przeciez i tak blogerzy pisza na kazdy mozliwy temat, ciekawiej i obiektywniej niz redaktorzy. No i nie trzeba placic im wierszowki.'

Na ten list nie dostalem zadnej odpowiedzi... Moze powinienem zrobic sobie zdjecie na kolanach albo lezac krzyzem i wyslac go mejlem, na znak wyjatkowego zaszczytu jakim jest list p. Borejko ?

Agora niezwykle obrosla w piorka w latach 90tych. Poczatkowo nie bylo zadnej konkurencji na rynku prasy, potem Wyborcza uzyskala silna pozycje rynkowa jako gazeta przecietnego inteligenta. Przekonanie ze to Eldorado bedzie trwac w nieskonczonosc, stalo sie niezwykle silne wsrod personelu Agory. Mialem okazje kilka razy zetknac sie z pracownikami Agory, miedzy innymi obserwujac pierwszy nabor pracownikow do serwisu gazeta.pl.  Pracownicy Agory nie chodzili po ziemii, oni unosili sie nad marmurami swojej nowej wowczas siedzimy. Cud, ze w ogole ponizali sie zadajac sie ze zwyklymi smiertelnikami.

Agora dzis jest na kolanach. Akcje, ktore kosztowaly 179 zl w 2000 r, i uczynily z w wielu pracownikow milionerow, ostatnio byly warte 15 zl. W moim przekonaniu Agora moze wkrotce zbankrutowac, tak samo jak miesiac temu zbankrutowal Tribune Co., wydawca wielu amerykanskich gazet, wlasciciel stacji radiowych i telewizyjnych.

Przyczyna calego tego zamieszania jest Internet i nadety zarzad Agory. Prasa, ktora byla glownym medium, nagle stala sie medium niszowym wobec Internetu. Informacje w Internecie sa widoczne w minute od wydarzenia, gazeta o tym pisze dopiero nastepnego dnia. Dziennik jest wlasciwie dostarczycielem nieaktualnych informacji, o ktorych wszyscy juz wiedza. Ogloszenia, glowne zrodlo dochodu prasy, staly sie anachronizmem. Taniej i szybciej mozna oglosic sie w Internecie, a ogloszenie bedzie widoczne na calym swiecie, wszedzie tam gdzie jest Internet.

Potem Agora zaczela sie miotac. Byla proba wydawania szmatlawca podobnym do 'Faktu'. To sie nie udalo z racji kultury korporacyjnej Agory - trzeba byc szmata zeby wydawac szmatlawca, a oni sie czuli namaszczonymi. Byly pomysly zakupu innych serwisow internetowych, typu Trader.com. To tez nie za bardzo wypalilo, znowu z powodu nadecia zarzadu. Prezes nie rozumial natury serwisow internetowych i zjawiska lock-in. Kupuje sie te serwisy, ktore maja pozycje monopolistyczna. Takie Allegro jest warte kazdych pieniedzy, bo tam sie koncentruje ruch. Swiestak jest bezwartosciowy, mimo to ze nie trzeba za niego placic - po prostu nikt tam nie przychodzi wiec nikt sie nie wystawia. Zamkniete kolo lock-in. Trader, zakupiony przez Agore, ma udzial w ogloszeniach budowniczych 20 % a motoryzacyjnych 7 %, czyli nie rozdaje kart. Za jakis czas ktos przejmie pozycje monopolisty i pies z kulawa noga nie zajrzy na Tradera. Agora wywalila na ten zakup 120 mln zl, co za glupota.

Program wspolpracy z blogerami, ktorego fragmentem jest otrzymany przeze mnie list, jest dobrze przemyslana strategia powielajaca strategie Google. Firma ta uruchomila serwis informacyjny news.google.com, ktory agreguje dostepne informacje prasowe z sieci i podaje je w jednym miejscu. Google nic to nie kosztuje, podaje tylko linki do materialow istniejacych w sieci, a generuje sobie dochod ze swoich reklam. Z cala pewnoscia Gazeta dryfuje w tym samym kierunku, bo jest to jedyna mozliwosc zachowania sie przy zyciu. Doszli do wniosku, ze nie beda utrzymywac calego personelu i marmurowej siedziby, opra sie na informacjach prasowych kupowanych z agencji prasowych i blogach. Blogerzy pisza ciekawiej niz dziennikarze, znaja sie na tym o czym pisza i brzmia naturalnie, no i nie trzeba im placic.

Zmiany personalne w Agorze doskonale pokazuja, jak bardzo spolka sie miota. Chyba zdaja sobie sprawe, ze ich model biznesowy jest skonczony. Do 2007 r prezesem byla Wanda Rapaczynska, pracujaca tam przez 18 lat, wlasciwie budujaca firme od podstaw. Poniewaz zarzad i akcjonariusze dostrzegli pogarszajaca sie sytuacje spolki, wymyslono wiec ze zatrudni sie nowego prezesa. Padlo na Marka Sowe, wiceprezesa UPC, a wczesniej szefa Atomic TV. Saymon Boyd, jego szef z UPC tak sie o nim wyrazil 'To jedna z czołowych postaci polskich mediów, doświadczony manager, doskonale rozumiejący zarówno media, jak i realia polskiego i międzynarodowego biznesu. Marek Sowa to ceniony członek zarządu UPC i wielu organizacji. Osobiście ogromnie cenię sobie wartości, jakie wniósł do UPC, profesjonalizm, trafność opinii, znajomość i wyczucie rynku, dbałość o zachowanie najwyższych standardów. Nowe wyzwania, przed jakimi staje, są na jego miarę.'

Nowy szef utrzymal sie na stolku przez nieco ponad rok i zostal wywalony na zbity pysk, oficjalnie z powodow zdrowotnych. Po prostu nie sprawdzil sie na stanowisku i nie poradzil sobie z stojacymi przed nim wyzwaniami. Praca w UPS to bajka - ugruntowana pozycja rynkowa gwarantuje spokojne zycie. Agora, z walacym sie modelem biznesowym i nadeta kadra niechetna zaciskaniu pasa to zupelnie inna bajka. Tylko charyzmatyczny prezes, doswiadczony w wyciaganiu spolek z bagna, moglby tu poradzic. Plany p. Sowy, zeby zaangazowac sie w telefonie i bardziej w Internet okazaly sie poboznymi zyczeniami - w obu tych branzach karty sa juz rozdane i na Agore nie ma miejsca na rynku.

Miejsce wylanego prezesa tymczasowo zajal Tomasz Jozefacki, szef pionu internetowego spolki. Co bedzie dalej ze spolka - zobaczymy. To, ze teraz do wladzy doszedl facet zwiazany z Internetem wskazuje, ze spolka zdaje sobie sprawe ze Internet jest jedyna droga wyjscia, nie wiedza tylko jak dokladnie to zrobic. Z jednej strony szkoda Agory, na rynku prasy brakowalo by gazety opiniotworczej dla myslacego czytelnika i bylby to swego rodzaju trimf wiesniakow z Faktu i SE. Z drugiej strony bylaby to nauczka dla nadetych korporacyjnych cwaniakow, ze zimny deszcz moze nadejsc w kazdej chwili.
środa, 21 stycznia 2009
Odkad zaczal sie swiatowy kryzys, dobiegaja nas glosy o tym, w jakim to wspanialym stanie znajduje sie polska gospodarka. Szczegolnie duzo sie slyszy, w jakim doskonalym stanie jest polska bankowosc. 

Otoz prawda jest taka, ze w polskiej bankowosci mamy do czynienia z przepisem na 'doskonala burze'. Obecna sytuacja strategiczna jest gorsza niz sytuacja bankow w Ameryce przed wybuchem kryzysu. Mamy do czynienia z polaczeniem wielu ogromnie niekorzystnych czynnikow. Zrobmy krotka analize zaistnialego problemu.

Ogromne ulatwienia w zaciaganiu kredytow hipotecznych w Polsce spowodowaly zwiekszenie popytu i przez to wzrost cen. Ceny obecnie nieco spadly, ale nadal sa na szalenie wysokim poziomie, biorac pod uwage jakim biedym krajem jest Polska. Co gorsza kredyty dawane byly na 100 % zakupu, bez udzialu wlasnego. W razie klopotow ze splata brak udzialu wlasnego sklania do odeslania kluczy do banku.

Mamy taki wlasnie splot niekorzystnych okolicznosci, sklaniajacy do odsylania kluczy do domu. Coraz wiecej osob traci prace, zarowno w Polsce, jak i za granica, przez co nie maja pieniedzy na splate. Ceny nieruchomosci spadaja, przez co ludzie zdaja sobie sprawe ze maja nagative equity i splacaja wiecej niz nieruchomosc jest warta. Plan wzbogacenia sie na zakupie domu okazal sie nierealny, dom staje sie finansowym kamieniem u szyi. Czynnikiem, ktory nie wystepowal w USA jest zaciaganie kredytu w walucie obcej. Kredytobiorcy spekulowali, ze wartosc zlotowki bedzie sie w nieskonczonosc umacniac. Biorac to pod uwage, mamy rosnace raty za malejaca wartosc zastawu kredytu (nieruchomosci). Dla kredytobiorcy racjonalna decyzja staje sie porzucenie splat kredytu. Egzekucje komornicze i aukcje domow powoduja jeszcze glebsze spadki cen nieruchomosci i caly proces odsylania kluczy sie nasila.

Na calym swiecie banki sa mocno zalewarowane. Stosuja dzwignie finansowa, polegajaca na tym, ze pieniadze ktorymi obracaja sa wielokrotnie wieksze niz kapital wlasny. W ten sposob osiaga sie ogromne zyski na bankowosci, ale ponosi sie rownie duze ryzyko poniesienia gigantycznej straty. Wystarczy 5 % straty na kredytach zeby wymazac caly kapital banku i doprowadzic go do bankructwa. Banki, ktore udzielaly 100 % kredytu na nieruchomosc sa w katastrofalnej sytuacji. Biorac pod uwage koszty egzekucji i spadek cen, sprzedadza odzyskany dom moze za 70 % udzielonego kredytu. Jezeli proces odsylania kluczy lub niesplacania kredytu jeszcze sie nasili, a wszystko na to wskazuje, bedziemy mieli do czynienia z masowymi bankructwami polskich bankow. 

Na zakonczenie polecam lekture krotkiego bloga o perypetiach zwiazanych z zakupem nieruchomosci - investkomfort.wordpress.com. Mozna sie zapoznac z tym, jak wyglada sytuacja od strony kredytobiorcy.
wtorek, 20 stycznia 2009
Cytat dnia: żadna klęska, żadna zaraza ani śmiertelności, ani spustoszenie przez nieprzyjaciół całej ziemi łupiestwem i pożarami więcej by nie zaszkodziły ludowi Bożemu niż częsta zmiana i zdradliwe pogarszanie monety. Komas, kronikarz czeski.

Jezeli ktos wczoraj wyszedl z wiezienia i jest nie na biezaco, to pragne poinformowac, ze mamy aktualnie swiatowy kryzys. Przy okazji tego kryzysu powstala kontrowersja, jak sie go pozbyc. Jest to spor pomiedzy wyznawcami szkoly austryjackiej a wyznawcami keynesizmu. Pierwsi mowia o tym, ze kryzys jest efektem mieszania sie panstwa w ekonomie i oszukanczego systemu pieniadza papierowego. Wedlug nich kryzys jest lekarstwem na szalenstwa do jakich dopuszczano w czasie hossy, nie nalezy interweniowac tylko czekac az czas zaleczy rany. Drudzy uwazaja, ze nalezy interweniowac, 'dostarczyc rynku plynnosci', czyli tak zwiekszyc ilosc pieniedzy w obiegu, by konsumenci otrzymali wiecej pieniedzy, zaczeli je wydawac i pobudzili gospodarke. Oczywiscie 'Austryjacy' odpowiadaja, ze jest to gaszenie pozaru benzyna, druk pieniedzy bedzie stymulowal glownie inflacje, a konsumpcja jest i tak za duza, trzeba ja zastapic produktywnoscia i oszczedzaniem.

Chwilowo przewazaja poglady zwolennikow Keynesa, jako ze jego zwolennicy zasiadaja na wszystkich glownych stolkach. Zwolennicy szkoly austryjackiej nie sa traktowani powaznie; lekarstwo ktore zalecaja jest wyjatkowo gorzkie. Zaden zdrowy psychicznie polityk nie bedzie interesowal sie takimi pogladami, poniewaz nastepna rzecza jaka bedzie sie interesowac, to ile dostanie w skupie zlomu za zebrane puszki. Wyborcy chca chleba i igrzysk, a nie cholernego oszczedzania ! W demokracji telewizyjnej wyborcy zawsze musza miec racje.

Podstawowe pytanie, jakie trzeba sobie zadac jest to, czy w ogole terapia zalecana przez Keynesa jest mozliwa. Odpowiedzia na to pytanie jest wyobrazenie sobie konsekwencji wprowadzenia tych pomyslow w zycie. Oto mamy USA czy UK i gospodarka jest w sytuacji jaka znamy z gazet (ci ktorzy wyszli niedawno na wolnosc musza doczytac w necie co sie ostatnio dzialo). Politycy sa z pewnoscia niezle wkurwieni, ilosc kasy z podatkow maleje i poziom poparcia rzadzacych leci na pysk. Przyjmuja wiec plan stymulacyjny, tworza czarne banki, w gruncie rzeczy zwiekszaja podaz pieniadza.

W ciagu ostatnich 3000 lat historia zebrala wiele przykladow wzmozonej emisji pieniadza. Grecy i Rzymianie dodawali coraz wiecej metali nieszlachetnych do swoich monet, aby moc ich wyemitowac jak najwiecej. W pozniejszych czasach wprowadzenie banknotow uproscilo caly zabieg. Jednak zwiekszenie ilosci pieniadza ZAWSZE prowadzilo do spadku jego wartosci, wzrostu cen i inflacji. Poczatkowy zachwyt politykow nad tym jak latwo mozna rozwiazac problemy pustej kasy czesto konczyl sie upadkiem ich rezimu i odcinaniem im glow. Tak wiec rozwiazywanie problemow poprzez 'wyinflacjowanie' sie z nich nie jest zadnym rozwiazaniem.

W tym miejscu dygresja. Zabawne, ze demokracja sklania do wiekszych perwersji ekonomicznych i wypaczen niz dyktatura czy monarchia. Jezeli jestem w polowie drugiej, ostatniej kadencji, to co mi szkodzi rozdac kazdemu obywatelowi po banknocie jednego miliona dolarow. Niech sie martwi moj nastepca, mnie beda pamietac jako najlepszego wladce, rozdajacego miliony, moj nastepca bedzie ikona hiperinflacji. Zaden wladca myslacy o panstwie w perspektywie generacji nie odwazylby sie postepowac tak krotkowzrocznie jak przywodcy wybrani demokratycznie.

Jest jednak mozliwosc, ktorej nikt z dyskutatnow nie zauwazyl i ktora byc moze mial na mysli sam Keynes. Otoz panstwo, tak jak kazdy zdrowy psychicznie obywatel, powinno oszczedzac na 'czarna godzine'. Zalozmy istnienie panstwa, ktore nie mialoby dlugu budzetowego, kazdy rok konczyloby z nadwyzka budzetowa i za nadwyzke kupowano by zloto na 'czarna godzine' (gdyby zloto byloby waluta po prostu odkladano by troche waluty do skarbca). Konsekwencje dla makroekonomii bylyby nastepujace:
- Przy braku mozliwosci inwestowania w 'bezpieczne' obligacje panstwowe inwestorzy lokowali by pieniadze w bankach i gieldzie, co przyczynialo by sie do rozwoju przemyslu.
- Paradoksalnie, podatki mogly by byc nizsze. Obywatele nie musieli by ponosic kosztow obslugi dlugu panstwa, w niektorych panstwach pochlaniajacy caly podatek dochodowy od osob fizycznych. Jak powiedzial Jaroslaw Kaczynski, potomkowie biednych Polakow nie musieli by splacac potomkow bogatych Polakow.
- Uniknieto by zjawiska zalamania budzetu pod ciezarem zaciagnietych zobowiazan. Wlasnie takie bankructwa zdarzaly sie juz wielokrotnie w historii ludzkosci (od 1557 Hiszpania, 1789 Francja do 1994 Meksyk, 1998 Rosja, 2008 Islandia i Wegry).
- Wystepowala by caly czas niewielka deflacja. Pieniedzy byloby w obiegu coraz mniej, kazda rzecz kosztowala by z uplywem czasu coraz mniej. Sklanialo by to do oszczedzania, jako ze w przyszlosci bedzie mozna kupic wiecej za ta sama ilosc pieniedzy.
- Premiowani byliby ludzie oszczedni, nie zyjacy ponad stan, dbajacy o swoja przyszlosc i zabezpieczenie na starosc. 
- Zarobki bylyby na stalym poziomie, jako ze postep techniczny prowadzi do wzrostu wydajnosci pracy. Klasa srednia umacniala by sie wraz z taniejacymi kosztami utrzymania i wzrastajacymi oszczednosciami.
- Podatnicy nie byli by narazeni na bycie okradzionym przez wlasne panstwo. W takiej sytuacji sa dzis miliardy ludzi na swiecie, uzywajacy pieniadza papierowego. Dzis jest, jutro moze go nie byc.

W panstwie, ktore posiadalo by zasoby rezerwowe, w przypadku wystapienia kryzysu latwo byloby zastosowac terapie dra Keynesa. Po prostu wybrano by gotowke ze skarbca i wydano by ja na interwencje. Raz na kilka-kilkanascie lat mozna by tak zrobic przy okazji nadzwyczajnych okolicznosci. Dzis jednak nie ma czego wyciagac, nie ma zadnych rezerw. Wszyscy 'jada na deficycie'.

Wracajac do konsekwencji wprowadzenia planu ratunkowego. Wzrost ilosci pieniadza w systemie musi prowadzic do inflacji. Inflacja nie jest taka potworna sama w sobie, lecz prowadzi do wzrostu oprocentowania wszelkich kredytow - banki chca przeciez wykazac zysk a nie otrzymac stos bezwartosciowych papierkow. Wzrost oprocentowania kredytow prowadzi do nastepujacych katastrofalnych efektow:
- Ci ktorzy maja kredyty o zmiennej stopie procentowej sa zrujnowani. Nie sa w stanie splacac kredytu. Oglaszaja niewyplacalnosc, przestaja konsumowac, banki odbieraja im domy i samochody. Ceny domow i samochodow spadaja, bo rynek zasypany jest odebranymi wierzycielom towarami. Traca wszelkiego rodzaju producenci.
- Ci ktorzy jeszcze nie sa zadluzeni, nie maja szansy na uzyskanie kredytu i zakup produktow jakie potrzebuja. Podcina to produkcje, jako ze nie ma komu sprzedac na kredyt i przez mniejszy popyt obniza ceny produktow na rynku. Traca zarowno producenci jak i konsumenci.
- Zyskuja ci, ktorzy maja kredyt na staly procent. W ten sposob mozna uzyskac dom za ulamek jego wartosci, jak w latach 80tych w Polsce.

Panstwo, ktore wpada w wir inflacji niewiele moze tu zrobic. Z inflacja mozna walczyc tylko zmniejszajac podaz pieniadza, a tego nie da sie zrobic, jest tyle waznych (sztywnych) wydatkow panstwa. Kryzysy ekonomiczne sa jak choroba weneryczna. Choroba poczatkowo nie doskwiera i pacjent nie chce sie leczyc. Potem zakazenie przebiega coraz ostrzej i na leczenie jest juz za pozno. Lekarstwo, ktore bylo lekkie do przelkniecia w danym roku przeradza sie w ciezki kryzys wymagajacy znacznie ciezszego lekarstwa kilka lat pozniej.
 
1 , 2